Prawo i Wyroby Medyczne – Legislacja w praktyce | Odcinek 8: DNSH bez tajemnic (3/5)
Jak stosować zasadę DNSH w postępowaniach finansowanych ze środków Krajowego Planu Odbudowy, nie ograniczając jednocześnie konkurencji i nie narażając się na odwołania wykonawców? To pytanie zadaje sobie dziś wielu zamawiających przygotowujących przetargi na wyroby medyczne i aparaturę medyczną. W trzeciej części odcinka ósmego „DNSH bez tajemnic” eksperci wskazują najczęściej popełniane błędy oraz wyjaśniają, jakich wymagań warto unikać.
W rozmowie udział biorą:
🎙️ adw. Oskar Luty (Kancelaria FAIRFIELD)
🎙️ Damian Piekielny (Kierownik Apteki Szpitalnej USK nr 2 w Łodzi, Przewodniczący Komisji ds. Farmacji Klinicznej OIA w Łodzi)
DNSH coraz częściej trafia do KIO
Jednym z pierwszych tematów poruszonych w odcinku są dotychczasowe orzeczenia Krajowej Izby Odwoławczej dotyczące zasady DNSH. Jak wskazuje adw. Oskar Luty, choć liczba rozstrzygnięć jest jeszcze niewielka, już dziś można dostrzec pewien kierunek interpretacji. KIO potwierdza, że zamawiający mają prawo żądać od wykonawców dokumentów potwierdzających zgodność z zasadą DNSH. Wynika to z odpowiedzialności za prawidłowe wydatkowanie środków pochodzących z KPO – brak odpowiedniej weryfikacji może skutkować zakwestionowaniem finansowania inwestycji. Jednocześnie eksperci podkreślają, że prawo do wymagania dokumentów nie oznacza pełnej dowolności w określaniu ich rodzaju.
Największy błąd? Brak adekwatności
Zdaniem rozmówców najczęściej spotykanym problemem jest stawianie wymagań, które nie mają żadnego związku z przedmiotem zamówienia. Przykładem może być oczekiwanie od wykonawcy urządzenia elektrycznego oświadczenia dotyczącego emisji spalin, mimo że oferowany produkt ich nie wytwarza. Takie wymagania nie realizują celu zasady DNSH, a jednocześnie mogą prowadzić do nieuzasadnionego odrzucenia ofert. Jak podkreśla Oskar Luty, największym błędem jest właśnie brak adekwatności – wymaganie dokumentów lub certyfikatów, które nie mają żadnego znaczenia dla konkretnego wyrobu medycznego.
Producent i dystrybutor to nie to samo
Kolejnym problemem jest niewłaściwe określenie, od kogo zamawiający oczekuje informacji środowiskowych. Eksperci zwracają uwagę, że w wielu postępowaniach wykonawcą jest dystrybutor, a nie producent. Tymczasem wymagania dotyczące procesów produkcyjnych czy śladu węglowego są często kierowane właśnie do dystrybutora, który nie ma wpływu na sposób wytwarzania wyrobu. Brak rozróżnienia pomiędzy rolą producenta i dystrybutora może prowadzić do sytuacji, w której wykonawca nie jest w stanie przedstawić dokumentów dotyczących procesów, za które nie odpowiada.
Zielone kryteria muszą mieć sens
W rozmowie pojawia się również ważna refleksja dotycząca stosowania tzw. zielonych kryteriów w zamówieniach publicznych. Prawo unijne od wielu lat umożliwia uwzględnianie aspektów środowiskowych przy wyborze wykonawcy. Problem pojawia się jednak wtedy, gdy wymagania są tworzone automatycznie, bez analizy ich rzeczywistego znaczenia. Eksperci podają przykład aparatu rentgenowskiego. Porównywanie zużycia energii przez takie urządzenie może wydawać się działaniem proekologicznym, jednak w praktyce pobór energii następuje jedynie podczas wykonywania badania, a różnice pomiędzy urządzeniami są często pomijalne. W takich przypadkach wymaganie dodatkowych certyfikatów czy parametrów środowiskowych nie przynosi realnych korzyści ani dla środowiska, ani dla zamawiającego. Jak podkreślają rozmówcy, każde kryterium środowiskowe powinno być oceniane przez pryzmat jego rzeczywistej użyteczności.
Czy po KPO zostaną z nami nowe obowiązki?
Jednym z najciekawszych wątków odcinka jest pytanie o przyszłość wymagań środowiskowych po zakończeniu realizacji projektów finansowanych z KPO. Damian Piekielny zwraca uwagę na ryzyko, że praktyki wypracowane na potrzeby KPO mogą stać się standardem również w innych postępowaniach. Przyzwyczajenie do wymagania określonych certyfikatów i oświadczeń może sprawić, że będą one pojawiały się także tam, gdzie nie są potrzebne. Eksperci podkreślają jednak, że nie należy utożsamiać DNSH z obowiązkiem tworzenia coraz bardziej rozbudowanych katalogów dokumentów.
Inflacja certyfikatów – realne zagrożenie?
W rozmowie pojawia się również obawa dotycząca tzw. „inflacji certyfikatów”. Jeżeli rynek zacznie oczekiwać coraz większej liczby dokumentów potwierdzających różne aspekty środowiskowe, może to prowadzić do nieuzasadnionego wzrostu kosztów uczestnictwa w postępowaniach oraz ograniczenia konkurencji, szczególnie w przypadku mniejszych producentów i dostawców. Zdaniem rozmówców zamawiający powinni zachować dużą ostrożność, aby wymagania środowiskowe nie stawały się celem samym w sobie, lecz rzeczywiście służyły realizacji zasad zrównoważonego rozwoju.
Błędy popełniają także wykonawcy
Eksperci zwracają uwagę również na drugą stronę postępowań. Jak zauważa Damian Piekielny, najczęstsze problemy po stronie wykonawców wynikają z niedokładnej analizy dokumentacji przetargowej. Brak wymaganych dokumentów lub niezrozumienie zapisów specyfikacji może skutkować odrzuceniem oferty, nawet jeżeli sam wyrób spełnia wszystkie wymagania jakościowe. Jednocześnie eksperci podkreślają, że wykonawcy coraz lepiej rozumieją, iż uwzględnienie DNSH nie jest inicjatywą zamawiających, lecz obowiązkiem wynikającym z zasad finansowania inwestycji ze środków KPO.
Potrzebne są jasne wytyczne
Choć rozmówcy pozytywnie oceniają sam kierunek działań związanych z ochroną środowiska, zgodnie wskazują, że największym problemem pozostaje brak jednolitych wytycznych dotyczących stosowania DNSH w odniesieniu do wyrobów medycznych. Zdaniem ekspertów potrzebne są praktyczne rekomendacje pokazujące, jakie wymagania są racjonalne, a jakie mogą prowadzić do niepotrzebnego ograniczenia konkurencji. Takie podejście ułatwiłoby zarówno przygotowanie postępowań, jak i ich późniejszą kontrolę.
Najważniejszy wniosek płynący z rozmowy jest prosty: DNSH nie powinno prowadzić do tworzenia sztucznych barier w zamówieniach publicznych. Wymagania środowiskowe muszą być przede wszystkim adekwatne, proporcjonalne i uzasadnione charakterem kupowanego wyrobu medycznego.
