Finansowanie czy reforma? Mniej szpitali, ale silniejszych, czy sieć blisko pacjenta? Leczyć jak najwięcej dziś czy inwestować w leczenie jutra? Sesja inauguracyjna 22. Forum Rynku Zdrowia (26 października 2026 r.) postawiła uczestników przed wyborami, od których system ochrony zdrowia nie ucieknie. Perspektywę branży wyrobów medycznych przedstawił prezes Izby POLMED Arkadiusz Grądkowski, a finałowa rozmowa ministry zdrowia, prezesa NFZ, przewodniczącej sejmowej Komisji Zdrowia i doradcy Prezydenta RP pokazała, ile z tych wyborów wciąż czeka na rozstrzygnięcie.

Wybory przez małe i wielkie „W”

Hasło tegorocznego Forum – „Trudne wybory w zdrowiu. Na co jesteśmy gotowi?” – ma podwójne dno. Jak przyznała otwierająca sesję redaktorka naczelna Rynku Zdrowia Klara Klinger, zapytani przez redakcję eksperci niemal jednogłośnie wskazali, że na system w najbliższych miesiącach najmocniej wpłyną wybory parlamentarne. Stąd formuła: trzy minidebaty – o finansach, szpitalach oraz innowacjach i bezpieczeństwie – i pytanie zadawane każdej stronie: z czego jesteście gotowi zrezygnować?

Ministra zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda otworzyła sesję zdaniem: „Trudne wybory w zdrowiu – dla mnie proste, bo propacjenckie”. Przypomniała o 16 podpisanych ustawach, pięciu projektach przekazanych do Senatu i kolejnym czekającym na podpis Prezydenta. Wskazała też konkretne efekty zmian: 70 tys. hospitalizacji dwunastogodzinnych w ponad 450 podmiotach w ciągu dwóch miesięcy, blisko 6 mln użytkowników aplikacji Moje IKP oraz działający od 1 października VoiceBot przypominający pacjentom o wizytach. – System ewoluuje w kierunku pacjenckim, przechodzimy z ilości na jakość – mówiła.

Dziurawa wanna i sprzęt w piwnicach

Pierwsza debata – więcej pieniędzy czy najpierw reforma – szybko pokazała, że podział nie jest zero-jedynkowy. Dr Artur Białkowski przekonywał, że zanim dolejemy wody do wanny, trzeba zakleić dziury, przez które ucieka. Dr Łukasz Jankowski odpowiadał, że brak pieniędzy dziś to wyższe koszty jutro – choćby obsługi długów szpitali. W ankiecie przeprowadzonej przed Forum (blisko 400 odpowiedzi) 64 proc. uczestników opowiedziało się za uporządkowaniem systemu w pierwszej kolejności, a 25 proc. za dalszym zwiększaniem finansowania.

Z perspektywy branży wyrobów medycznych szczególnie wybrzmiała puenta dr. hab. Marcina Mikosa, który wśród rzeczy, z których system powinien zrezygnować, wymienił marnotrawstwo: niewykorzystane bloki operacyjne i sprzęt medyczny stojący w piwnicach.

W debacie o szpitalach – zapamiętanej dzięki porównaniu Marty Nowackiej, która sieć szpitali zestawiła ze strażą pożarną – obie strony w ostatniej rundzie niemal się spotkały: koncentracja wysokiej specjalistyki, ale świadczenia ratujące życie blisko pacjenta.

Głos branży wyrobów medycznych: technologie są, brakuje mechanizmów

W części poświęconej lekom, innowacjom i bezpieczeństwu Arkadiusz Grądkowski, prezes Izby POLMED i członek zarządu MedTech Europe, zamiast wybierać między dwiema opcjami zakwestionował samą formułę sporu. Nawiązując do serialu „1670”, porównał system do sarmackiego dobrobytu tuż przed katastrofą.

„Mamy wszystko, jesteśmy zadowoleni. Budżet NFZ rośnie – z 70 miliardów prawie dziesięć lat temu do 250 miliardów teraz. Ciągle wydajemy, a Polska się wali. (…) Zamiast debatować, co jest lepsze, powinniśmy rozmawiać o tym, jak przygotować klasę polityczną i siebie do dużej, gruntownej zmiany systemowej – tak, żeby po wyborze nowego rządu przez pierwszy rok wprowadzić faktyczną zmianę” – mówił prezes Izby POLMED.

Pytany o to, czy inwestycje w diagnostykę i sprzęt mogą szybko uwolnić środki na leczenie, wskazał na rosnące kolejki – w niektórych miejscach oczekiwanie na rezonans magnetyczny wydłużyło się w ostatnim roku czterokrotnie, do ponad 600 dni. Przypomniał, że diagnostyka w cukrzycy kosztuje kilka złotych rocznie, a leczenie zaawansowanej choroby – tysiące lub dziesiątki tysięcy złotych. Problemem nie jest wiedza, lecz silosy: oszczędność wygenerowana w jednym miejscu systemu nie jest widoczna w innym.

A. Grądkowski poruszył też temat, który od miesięcy niepokoi dostawców szpitali – restrukturyzację zadłużonych placówek. Ostrzegł, że jeśli dostawcy żywności, sprzętu czy leków będą musieli ponosić koszty cudzych reform, uwzględnią to ryzyko w swoich cenach.

„Reformy nie należy szukać w wierzytelnościach, które są po prostu do zapłacenia” – podkreślił.

Na pytanie, czy Polska jest gotowa do szybkiego wdrażania innowacji, odpowiedział: „Technologie są – powtarzam to na każdej konferencji. To skoro jest tak dobrze, czemu jest tak źle?”. Przypomniał, że prof. Anna Kowalczuk, dziś prezes Agencji Badań Medycznych, jeszcze w AOTMiT opracowała całą ścieżkę wdrażania innowacji, a od trzech–czterech lat nie udało się wprowadzić dwóch prostych przepisów, które uruchomiłyby ją w praktyce. Jako przykład decydowania budżetem zamiast wskazaniami podał chirurgię robotyczną:

„W Polsce o tym, czy coś daje efekt leczniczy, nie decyduje lekarz, tylko pieniądze. Bardziej opłaca się zrobić zabieg laparoskopowo niż robotem, bo szpital jest wtedy 8 tysięcy do przodu. Blisko 100 szpitali ma rozwiązania robotyczne. 80 proc. prostatektomii robi się robotem, a 6 proc. zabiegów chirurgicznych z wykorzystaniem robota. To dowód na to, że nie kierujemy się nowoczesną technologią i wskazaniami, tylko budżetem”.

W tej samej debacie Krzysztof Kopeć (Polski Związek Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego) argumentował, że każde 100 zł wydane na leki krajowej produkcji generuje 118 zł PKB, a Wiktor Janicki (INFARMA) – że wydatki na leki innowacyjne to niespełna 7 proc. budżetu NFZ. Prezes ABM proponowała, by każda nowa technologia miała plan zbierania danych o efektach, a pieniądze przesuwano od rozwiązań mniej do bardziej efektywnych.

Administracja: kompromis krok po kroku czy narzędzia dla odpowiedzialnych?

W finałowej części zasiedli ci, którzy mają bezpośredni wpływ na kształt systemu – i to tu padły najostrzejsze zdania.

dr Jolanta Sobierańska-Grenda broniła strategii małych kroków. Za bardziej niebezpieczne uznała oczekiwanie „czegoś wielkiego, co pogodzi wszystkich”, a za największe wyzwanie – język komunikacji z pacjentem, który w szumie informacyjnym i populistycznych hasłach traci zaufanie do systemu. Przedłużenie sieci szpitali nazwała szansą dla tych, którzy konsolidują i przeprofilowują placówki, wskazując na środki z Funduszu Medycznego i mapę świadczeń, ogłoszoną w połowie lipca i uzgadnianą w regionach do końca przyszłego roku. Zaznaczyła, że ostateczny kształt pakietu ustaw zależy jeszcze od Senatu.

Marta Golbik, przewodnicząca Sejmowej Komisji Zdrowia, przekonywała, że zdrowie stało się tematem niemal apolitycznym – czego dowodem było przyjęcie przy ustawie o wynagrodzeniach lekarzy rozwiązania zaproponowanego przez posła opozycji. „Nie mamy wyłączności na wiedzę” – mówiła. Zwróciła jednak uwagę, że bez porozumienia z Prezydentem żadna głęboka reforma nie zostanie przeprowadzona.

dr Filip Nowak, prezes NFZ, jako jedyny nie podniósł ręki w żadnym z głosowań. Jego zdaniem kluczowe jest wyposażenie odpowiedzialnych za system w realne narzędzia: minister zdrowia nie może odwołać starosty ani dyrektora szpitala, a NFZ nie ma wpływu ani na wpływy ze składki, ani na koszty wynikające z ustaw. Wprost powiedział o konsekwencjach dla dostępu do diagnostyki: „Żeby zapłacić za ten rezonans, musimy komuś za coś nie zapłacić”. Ocenił, że formuła sieci szpitali się wyczerpała, a system potrzebuje sieci niezbędnych oddziałów. Przytoczył dane: w 226 oddziałach chirurgicznych pierwszego poziomu średnio trzy przyjęcia karetką tygodniowo, z czego jedno kończy się faktyczną interwencją chirurgiczną.

Prof. Piotr Czauderna, doradca Prezydenta RP, wypowiadający się we własnym imieniu, dorzucił do „beczki miodu chochlę dziegciu”. Polski system opisał słowami kanadyjskiego ekonomisty Dona Drummonda jako serię rozczłonkowanych usług, a nie system. Przypomniał, że zadłużenie szpitali sięga 43 mld zł, a jego obsługa kosztuje kilka miliardów rocznie; według prognoz na koniec obecnej koalicji może to być około 60 mld zł. Skrytykował zamrożenie sieci szpitali do 30 czerwca 2029 r.: „Zaoszczędzimy miliony po to, żeby zamrozić miliardy”. Ostrzegł także przed „turbokomercjalizacją” i nadmierną władzą korpusu kontrolerów NFZ.

Co z tego wynika dla branży wyrobów medycznych

Sesja inauguracyjna nie przyniosła rozstrzygnięć – i nie miała przynieść. Pokazała jednak trzy wątki, które dla producentów i dystrybutorów wyrobów medycznych są kluczowe. Po pierwsze, silosy: gdy prezes NFZ mówi, że opłacenie rezonansu oznacza niezapłacenie za coś innego, a prezes Izby POLMED – że oszczędności z diagnostyki nie są widoczne tam, gdzie powstają, obaj opisują ten sam problem z dwóch stron. Po drugie, dług szpitali: 43 mld zł zobowiązań to także należności wobec dostawców, a reforma nie może się na nich opierać. Po trzecie, ścieżka dla innowacji: istnieje, jest opisana i czeka na dwa przepisy: wprowadzenie ram czasowych na rozpatrzenie wniosku o wdrożenie nowej technologii do koszyka świadczeń oraz jasno określenie podmiotów, które taki wniosek do Ministra Zdrowia mogą złożyć.

Na koniec każdej rundy uczestnicy pytali, z czego są gotowi zrezygnować. Z perspektywy branży odpowiedź jest prosta: z mierzenia technologii wyłącznie ceną zakupu zamiast efektem dla pacjenta i całego systemu.